Jak kundel Fuks uratował mnie przed własnym gniewem – prawdziwa historia matki z warszawskiego blokowiska
Zaczęło się od krwi na białych łapach Fuksa, gdy wbiegł na klatkę schodową, a ja myślałam, że znów uciekł komuś z podwórka. Zamarłam – bałam się, że to krew Szymona, bo chwilę wcześniej wybiegł z psem po śmieci, a z Magdą od tygodni było coraz gorzej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta jedna noc z bezpańskim kundlem odmieni moje relacje z rodziną – i mnie samą.