Podczas rodzinnego obiadu moja żona oskarżyła mnie, że dosypałem coś naszej córce do wina. Wstałem od stołu i tego samego wieczoru wyprowadziłem się z domu
Siedziałem przy stole z żoną i dorosłą córką, kiedy nagle wszystko rozpadło się w kilka sekund. Moja żona oskarżyła mnie o rzecz tak potworną, że do dziś mam ciarki, gdy przypominam sobie jej twarz i ciszę, jaka zapadła po tych słowach. Najgorsze przyszło później, kiedy okazało się, że to nie była złośliwość, tylko początek jej choroby, a my wszyscy musieliśmy nauczyć się żyć z pęknięciem, którego nie da się tak po prostu skleić.