Wszystko się zaczęło, gdy Gacek pierwszy raz nie wrócił na kolację — a ja boso wybiegłam przez ulewny deszcz, ignorując rozcięcie na dłoni i ślady błota pod paznokciami.
Byłam całkiem sama po rozwodzie — dopóki w bramie nie pojawił się wychudzony, pokiereszowany kundel. Nie planowałam więzi, a już na pewno nie zmiany pracy, przeprowadzki i oswajania się z własną porażką. Gacek zmusił mnie do kompromisów, których nigdy się po sobie nie spodziewałam.