Mama powiedziała, że „już swoje odchowała”, a ja stałam z gorączkującym dzieckiem na rękach i poczułam, że coś we mnie pęka
Stoję między pracą, dwójką dzieci i domem, a największy ból sprawia mi nie zmęczenie, tylko samotność, której się po własnej matce nie spodziewałam. Kiedy usłyszałam, że po latach poświęceń ma prawo wreszcie żyć po swojemu, poczułam złość, żal i wstyd, że w ogóle potrzebuję pomocy. Do dziś nie wiem, gdzie kończy się obowiązek matki wobec dorosłego dziecka, a gdzie zaczyna jej prawo do własnego szczęścia.