Wróciłem do rodzinnego miasta i zobaczyłem, jak całe osiedle skazało człowieka, zanim padła prawda

Wróciłem do rodzinnego miasta na Mazowszu i od pierwszej chwili czułem, że coś jest nie tak, bo wszyscy mówili tylko o jednym: że mój dawny kolega kradnie z mieszkań i piwnic. Patrzyłem, jak ludzie, którzy jeszcze kiedyś podawali mu rękę, teraz chcieli go publicznie zniszczyć, bo był biedny, pogubiony i miał łatkę alkoholika. Najgorsze przyszło później, kiedy wyszło na jaw, że winny był ktoś zupełnie inny, taki, którego nikt nawet nie odważył się podejrzewać.