Wróciłam do domu i znowu zastałam obce buty w przedpokoju — wtedy zrozumiałam, że w moim własnym mieszkaniu już dawno przestałam być u siebie

Wróciłam zmęczona po pracy i po raz kolejny zobaczyłam w przedpokoju porozrzucane kurtki, dziecięce plecaki i Julię siedzącą w mojej kuchni, jakby to było coś zupełnie normalnego. Przez długi czas dusiłam w sobie złość, bo Andrzej udawał, że da się pogodzić wszystko bez stawiania granic, a ja czułam się coraz bardziej niewidzialna. Dopiero szczera, bolesna rozmowa z Julią sprawiła, że pierwszy raz od dawna ktoś naprawdę usłyszał, jak bardzo w tym domu się rozsypuję.