Oddałem swojego ukochanego misia, żeby pomóc mamie. Czy zrobiłem dobrze?
— Kuba, idź już spać — usłyszałem głos mamy zza cienkiej ściany. Ale nie mogłem zasnąć. Słyszałem, jak mama znowu płacze w kuchni. Tata wrócił późno, drzwi trzasnęły, a potem rozległy się ich ciche, napięte szepty. „Nie damy rady do końca miesiąca, Piotrze…”, mówiła mama. „Próbuję, Aniu, ale wiesz jak jest w tej fabryce. Znowu obcięli godziny.”
Leżałem skulony pod kołdrą, ściskając mojego pluszowego misia — Misia Stefana. Dostałem go od dziadka na szóste urodziny. Był ze mną zawsze: kiedy się bałem burzy, kiedy miałem gorączkę i kiedy tata krzyczał na mamę. Stefan pachniał domem i bezpieczeństwem.
Ale tej nocy coś się we mnie zmieniło. Poczułem, że muszę coś zrobić. Przecież jestem już duży! W szkole pani mówiła, że trzeba pomagać rodzinie. Tylko jak?
Rano mama była blada i zmęczona. Tata już wyszedł do pracy. — Mamo, a mogę dzisiaj nie iść na świetlicę? — zapytałem cicho przy śniadaniu. — Muszę coś załatwić.
Spojrzała na mnie zdziwiona, ale tylko skinęła głową. Wzięła kubek z herbatą i patrzyła przez okno na szare blokowisko.
Po lekcjach pobiegłem do sklepu z zabawkami na rogu ulicy. Stał tam pan Marek, który zawsze się do mnie uśmiechał. — Dzień dobry, panie Marku… — zacząłem niepewnie. — Czy kupiłby pan ode mnie misia? To bardzo ważne.
Pan Marek spojrzał na mnie zaskoczony. — A czemu chcesz sprzedać takiego fajnego misia?
Zacisnąłem pięści. — Bo mama płacze przez pieniądze. Chcę jej pomóc.
Pan Marek zamilkł na chwilę i przykucnął przy mnie. — Wiesz co, Kuba? Dam ci za niego dwadzieścia złotych. Ale tylko pod warunkiem, że jak będzie lepiej, to go odkupisz.
Poczułem łzy w oczach, ale pokiwałem głową. Oddałem Stefana i wyszedłem ze sklepu z pieniędzmi w kieszeni i dziurą w sercu.
W domu położyłem banknot na stole. Mama spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
— Skąd masz te pieniądze?!
— Sprzedałem misia… — wyszeptałem.
Mama zaczęła płakać jeszcze bardziej. Przytuliła mnie mocno.
— Kubuś… nie wolno ci tak robić! To ja powinnam ci pomagać, nie ty mi!
— Ale ja chciałem… żebyś się nie martwiła…
Wieczorem tata wrócił wcześniej niż zwykle. Mama opowiedziała mu wszystko. Tata usiadł ciężko przy stole i schował twarz w dłoniach.
— Synku… przepraszam cię — powiedział cicho. — Nie powinieneś musieć takich rzeczy robić.
Wtedy wybuchłem:
— To czemu nic nie robicie?! Czemu zawsze się kłócicie?! Czemu nie możemy być jak inne rodziny?!
Tata spojrzał na mnie z bólem w oczach. Mama płakała w milczeniu.
Następnego dnia w szkole byłem cichy i zamyślony. Pani zapytała mnie, co się stało, ale tylko pokręciłem głową.
Po południu tata przyszedł po mnie do szkoły — pierwszy raz od dawna.
— Chodź, Kuba. Pójdziemy po twojego misia.
W sklepie pan Marek oddał mi Stefana bez słowa i pogłaskał po głowie.
W domu tata powiedział:
— Kubuś, obiecuję ci, że postaram się znaleźć lepszą pracę. I że już nigdy nie będziesz musiał sprzedawać swoich skarbów przez nas.
Mama przytuliła mnie mocno i długo płakaliśmy razem.
Dziś wiem jedno: czasem dzieci muszą być odważniejsze niż dorośli. Ale czy to sprawiedliwe? Czy naprawdę dzieci powinny ratować swoich rodziców? Co wy byście zrobili na moim miejscu?