Czy powinnam zmienić imię mojego syna? Historia matki, która stanęła przed trudnym wyborem

– Mamo, a dlaczego w przedszkolu jest aż trzech Jasi? – zapytał mnie pewnego popołudnia mój pięcioletni syn, patrząc na mnie wielkimi, brązowymi oczami. Zamarłam. Wiedziałam, że ten temat kiedyś wypłynie, ale nie sądziłam, że tak szybko. Przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

– Bo to bardzo ładne imię – wymamrotałam, próbując się uśmiechnąć. Ale Jaś nie był przekonany. – Ale ja chcę być inny niż wszyscy – powiedział cicho i odwrócił wzrok.

Od tamtej chwili nie mogłam przestać o tym myśleć. Czy naprawdę zrobiłam mu krzywdę, wybierając tak popularne imię? Przecież kiedy byłam w ciąży, wydawało mi się, że Jaś to klasyka – coś ponadczasowego, polskiego, ciepłego. Nie chciałam żadnych nowomodnych imion typu Kevin czy Brajan. Chciałam, żeby moje dziecko miało imię z tradycją. Ale teraz widzę, że takich Jasi jest wszędzie pełno.

Wieczorem, kiedy Jaś już spał, usiadłam przy stole w kuchni i zaczęłam przeglądać fora internetowe. Wpisałam: „Czy zmienić dziecku imię?”. Zalała mnie fala komentarzy – jedni pisali, że to absurdalne i że imię to nie wszystko, inni twierdzili, że jeśli dziecko czuje się przez to nieszczęśliwe, to warto rozważyć zmianę. Im dłużej czytałam, tym bardziej czułam się zagubiona.

Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama.

– Co u was słychać? – zapytała pogodnym głosem.

– Mamo… a czy ty żałowałaś kiedyś mojego imienia? – wypaliłam bez zastanowienia.

– Skąd ci to przyszło do głowy? – zdziwiła się. – Twoje imię jest piękne! Zawsze chciałam mieć córkę Kasię.

– Ale ja… Jaś ostatnio narzekał na swoje imię. Mówi, że jest za dużo Jasi w przedszkolu. Myślę… myślę o zmianie.

Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza.

– Nie rób tego – powiedziała w końcu stanowczo mama. – Imię to nie tylko dźwięk. To historia, wspomnienia, miłość. Nie możesz tak po prostu tego wyrzucić.

Ale ja już nie byłam taka pewna.

Wieczorem wrócił Tomek, mój mąż. Siedziałam na kanapie z laptopem na kolanach i przeglądałam listę najpopularniejszych imion w Polsce.

– Znowu to robisz? – zapytał z lekkim rozbawieniem.

– Tomek… a gdybyśmy zmienili Jasiowi imię? Może na coś mniej popularnego? Może… Ignacy? Tymon?

Tomek spojrzał na mnie jak na wariatkę.

– Kasiu, zwariowałaś? To nasz Jaś! Jak mamy mu teraz powiedzieć: „Słuchaj synku, od dziś jesteś Ignacy”? On ma pięć lat! Ma już swoje wspomnienia, przyjaciół…

– Ale on sam mówił, że chce być inny niż wszyscy! – broniłam się rozpaczliwie.

Tomek westchnął i usiadł obok mnie.

– Każdy chce być wyjątkowy. Ale wyjątkowość to nie tylko imię. To kim jesteśmy, co robimy…

Nie spałam tej nocy prawie wcale. W głowie kłębiły mi się myśli: czy jestem złą matką? Czy powinnam była bardziej się postarać przy wyborze imienia? Czy Jaś będzie miał przez to kompleksy?

Następnego dnia odebrałam Jasia z przedszkola wcześniej niż zwykle. Po drodze do domu zapytałam:

– Jasiu… a gdybyś mógł wybrać sobie nowe imię, jakie byś chciał?

Zamyślił się na chwilę.

– Nie wiem… Może Staś? Albo Leon?

– A dlaczego?

– Bo nie ma ich w mojej grupie. Chciałbym być jeden taki.

Poczułam ukłucie w sercu. Przez resztę dnia chodziłam jak struta. Wieczorem zadzwoniła do mnie siostra.

– Słyszałam od mamy, że chcesz zmienić Jasiowi imię? Kasiu, co ty wyprawiasz?

– On sam tego chce! – niemal krzyknęłam do słuchawki. – Nie rozumiesz? On cierpi przez to!

– Dzieci zawsze chcą być inne niż są – odpowiedziała spokojnie Magda. – Pamiętasz, jak ja chciałam mieć rude włosy i nosić okulary? A potem mi przeszło. Daj mu czas.

Ale ja nie umiałam odpuścić. Przez kolejne dni temat wracał jak bumerang. Każda rozmowa z Tomkiem kończyła się kłótnią:

– Przesadzasz! – mówił coraz częściej. – Przestań robić z igły widły!

A ja czułam się coraz bardziej samotna ze swoimi rozterkami.

W końcu postanowiłam porozmawiać z wychowawczynią Jasia w przedszkolu.

– Pani Kasiu – powiedziała pani Ania z uśmiechem – dzieci często przeżywają takie rzeczy bardzo intensywnie, ale to mija. Proszę się nie martwić na zapas. Jaś jest bardzo lubiany i radzi sobie świetnie.

Wracałam do domu z poczuciem ulgi… i smutku jednocześnie. Może rzeczywiście przesadzam? Może próbuję rozwiązać problem, którego tak naprawdę nie ma?

Wieczorem usiadłam obok śpiącego Jasia i pogładziłam go po włosach.

– Jasiu… – szepnęłam cicho – jesteś dla mnie najważniejszy na świecie. I zawsze będziesz wyjątkowy, nawet jeśli będziesz jednym z wielu Jasi.

Zrozumiałam wtedy coś ważnego: czasem nasze lęki jako rodziców są większe niż problemy naszych dzieci. Może zamiast zmieniać imię powinnam nauczyć Jasia dumy z tego kim jest?

A wy co o tym myślicie? Czy naprawdę imię może sprawić, że dziecko poczuje się mniej wyjątkowe? Czy powinnam była bardziej zaufać sobie… czy może jednak Jasiowi?